sobota, 31 maja 2014

Rozdział 1: To co robimy misiu?

Rozdział pierwszy dedykuje mojej kochanej Di Angelo <3

Dzień jak co dzień. Wykłady dla innych ciekawe, dla innych nudne. Cassi jak zwykle siedziała i czytała. Siedzący przy niej jej przyjaciel - Leo spoglądał na to co czyta jego przyjaciółka.
- Co?! - krzyknął bo oburzył się zachowaniem chłopaka głównej bohaterki książki.
- Co się stało Leo? - zapytał nauczyciel.
- Nie, nic. - powiedział w zakłopotaniu na co Cassi wybuchła śmiechem bo wiedziała o co chodzi McClain`owi.
- To proszę tak więcej nie robić bo tylko przeszkadza nam pan, a jeśli panu coś nie pasuję to proszę wyjść. - powiedział dość surowo nauczyciel wskazując na drzwi.
- Nie, wszystko jest super.
- No dobrze, wróćmy do lekcji. - powiedział i zaczął gadać.
- Leo... - szepnęła Cassi.
- Tak? - zapytał przysuwając się do niej.
- Za ile dzwonek?
- Za 5 minut.
- To dobrze.
- Też masz dość. On ciągle gada i gada. No ile można?! - ostatnie zdanie powiedział głośno.
- Leo McClain!
- Tak? - powiedział speszony.
- Zostaje pan dziś w kozie razem z panną Shweds.
- Tak, żeby ona była panną. - szepnął pod nosem.
- Co mówisz?! -zapytał wykładowca.
- Nic. - prychnął.
- To... - przerwał mu dzwonek - Koniec lekcji.
Wszyscy wyszli oprócz Leo i Amy.

Cassi udała się w raz z Amber do akademiku. Weszły do pokoju Cassi i Leo. Zaczęły rozmawiać, gdy do Amber zadzwonił Jason, a później kłócili się kto pierwszy ma się rozłączyć, a Cassi myślała o Leo i o tym, że chyba się w nim zakochała. W końcu nie wytrzymała i wyszła postanowiła zajrzeć do McClaina.

Leo siedział i pisał swoją nową piosenkę, gdy nagle na blacie biurka usiadła Amy w swojej miniówie i zwaliła rzeczy Leo na podłogę, przyciągnęła go za koszulkę i chciała go pocałować.
- Co ty odwalasz?! - spytał zły.
- Nic. - powiedziała słodka.
- No to złaś z tąt!
- Dobrze... To co robimy misiu?!
- Rób co chcesz, ja pisze piosenkę!
- A zaśpiewasz mi ją?
- Nie mam gitary! - wymigał się. 
- Ale masz ją w szafce, a szafki nie są tak daleko.
- Dobra! - powiedział i wyszedł.
Wrócił i zaczął śpiewać tylko dla niej. W drzwiach stanęła Cassi. Zrobiło się jej trochę przykro. Stanęła w drzwiach, gdy Leo skończył odwrócił się zobaczył ją. Szybko stamtąd uciekła. Pobiegł za nią, a Amy coś za nim krzyczała, ale jej nie słuchał. Leo nie mógł znaleźć Cassi. Ostanie miejsce jakie przyszło mu do głowy o szkolna toaleta. Znalazł ją tam na podłodze całą zapłakaną.
- Cassi... - zaczął, ale mu przerwała.
- Siedź cicho i wyjdź z tąt! - krzyknęła.
- Dobrze, ale przestań płakać.
- Nie, nie przestanę płakać!
- Ale o co ci chodzi?! - podniósł głos.
- O to, że dobrze wiesz, że to jest mój odwieczny wróg, a ty dla niej śpiewasz!
- Nie dla niej tylko do siebie!
- Gdyby tak było o pocałowałbym ją kiedy chciała o zrobić, a z resztą co ci to przeszkadza?!
- Może to, że się w obie zakochałam?!

==================================================================
==================Mi się podoba, nie wiem jak wam. Swoje opinie wydajcie w komach.
Wasza Carmen.

1 komentarz:

  1. mi bardzo się podoba rozdział genialny
    blog świetny :)

    OdpowiedzUsuń